podgląd wydruku drukuj

Tekst Kortki i Watoły najlepszy w kategorii Dziennikarstwo specjalistyczne


W kategorii Dziennikarstwo specjalistyczne w konkursie Grand Press wygrał ”Zakładanie twarzy” – tekst Dariusza Kortki i Judyty Watoły („Gazeta Wyborcza – Duży Format”).

”Zakładanie twarzy” to tekst o historii przeszczepów twarzy na świecie, przeszkodach medycznych i konsekwencjach moralnych takich operacji.

Pozostałe nominacje w kategorii Dziennikarstwo specjalistyczne (sponsorem kategorii jest Polskie LNG)

„Wirus ebola zabił dotąd blisko 2,3 tys. osób, ale wciąż nie ma na niego leku. Bo nie on jest katem Afryki” – Przemysław Ciszak (MenStream.pl) uspokaja, że wirus ebola nie jest epidemią ostatnich lat, a niespieszne prace nad szczepionką wynikają z tego, że są epidemie zagrażające większej liczbie ludzi na znacznie większym obszarze świata.

„Poli boli” – tekst Macieja Wesołowskiego („Gazeta Wyborcza – Duży Format”) pokazujący, że życie w poliamorii wcale nie jest takie proste dla wszystkich jej uczestników i nie wszyscy są szczęśliwi. 

„Seks niepełnoprawny” – tekst Ewy Wołkanowskiej-Kołodziej („Przegląd”) o tym, jak bardzo z seksualnością osób upośledzonych nie radzą sobie ich rodzice i opiekunowie.

„Nie będzie nieba ani piekła, będzie tylko sieć” – przestrzega Robert Siewiorek („Gazeta Wyborcza”) i tłumaczy, w jaki sposób społecznościowe życie pozagrobowe już zaczyna się stawać przedmiotem handlu niczym średniowieczne odpusty.

„Dłużnicy mimo woli” – tekst Violetty Krasnowskiej-Sałustowicz („Polityka”) opisujący problem e-sądów, które miały usprawnić egzekwowanie roszczeń, a stały się maszynką do zarabiania pieniędzy przez firmy windykacyjne.

Cykl „Jazda polska” autorstwa Artura Włodarskiego („Gazeta Wyborcza”) – obszerna analiza przyczyn tragicznych statystyk na polskich drogach.

 

 

Niedobrze robi mi się tylko na filmach

Rozmowa z Judytą Watołą, współautorką tekstu „Zakładanie twarzy” nagrodzonego Grand Press w kategorii Dziennikarstwo specjalistyczne.

Którego z chirurgów transplantologów, bohaterów tekstu "Zakładanie twarzy" podziwia Pani najbardziej?

Profesora Jean-Michela Dubernarda z Lyonu, który przeprowadził pierwszy na świecie przeszczep dłoni i uczestniczył w pierwszym przeszczepie twarzy. Dla dziennikarzy to taki francuski Religa – pełen wdzięku, świetny rozmówca. On spośród wszystkich chirurgów, z którymi rozmawialiśmy ma najszersze spojrzenie - nie zachłystuje się sukcesem, wie, że to dopiero początki – 30 przeszczepów twarzy na całym świecie.

I wiele problemów etycznych, które pokazuje choćby nominowany w innej kategorii Grand Press 2014 reportaż „Rysy”.

Nawet się zastanawiałam, czy skoro „Rysy” zostały nominowane, to my mamy szansę na nagrodę.
Ale ja też pisałam po przeszczepie: że lekarze przekroczyli granicę, bo dali materiał, który nie powinien ujrzeć światła dziennego, ten z kawałkiem pobranej twarzy w misce. Poza tym medialnie całe przedsięwzięcie było bardzo źle zorganizowane: powiedzieli, że przeszczepili twarz i że konferencja będzie następnego dnia.

I wszyscy zaczęli szukać...

W ten sposób wydostała się informacja, skąd jest dawca i dziennikarze dotarli do matki, która opowiadała, że nie ma pieniędzy na nagrobek. Wiedziałam, że gdy zobaczy to Grzegorz, który dostał twarz jej syna, wzbudzi to w nim poczucie winy. Po piętnastu latach pisania o przeszczepach uważam, że zachowanie tajemnicy jest bardzo ważne, a jej niedochowanie grozi poważnymi konsekwencjami dla obu stron. Czasem trzeba chronić biorcę przed rodziną dawcy, która jeszcze nie przeżyła swojej żałoby i chce przelać na niego całą swoją miłość. Mogłaby go nią zadręczyć, gdyby się kiedyś spotkali. A przeszczep twarzy to sto razy bardziej delikatna materia niż przeszczep serca.

Skąd u Pani zainteresowanie przeszczepami już piętnaście lat temu?

Przyszłam do „Gazety Wyborczej” w Katowicach i najpierw dostałam działkę edukacja. Po kilku miesiącach okazało się, że reforma już weszła w życie i w dziale edukacja nie potrzeba drugiej dziewczyny – bo byłam druga. I skierowano mnie do działu zdrowie. Ucieszyłam się, bo miałam wielu znajomych lekarzy i myślałam, że to będzie fajne. Ale nie zawsze jest. Bo jak się chce być szczerym, to się czasem i znajomym na odcisk nadepnie i paru już straciłam.

Współautorem tekstu o przeszczepianiu twarzy jest Dariusz Kortko. A przecież faceci mdleją nawet przy pobieraniu krwi...

Na operacje chodzę ja. Obserwowanie pracy chirurgów jest fascynujące. Trudno się oderwać. Zwłaszcza to, co robią neurochirurdzy, zaglądanie do mózgu – to jest niesamowite. Albo człowiek z tętniakiem, przecięty na wskroś – właściwie ne wiadomo, z której strony się go ogląda, widok jest niesamowity. Gdy widzę operację na filmie, czasem robi mi się niedobrze, ale na sali operacyjnej – nigdy.

Dziennikarz nie ma problemu z wejściem na salę operacyjną?

Przeważnie nie. Dziennikarza wpuszczą prędzej niż na przykład lekarza rodzinnego. Oczywiście operacji przeszczepiania twarzy na żywo nie widzieliśmy. To byłby chyba jednak skandal.

Na swoją twarz w lustrze patrzy Pani teraz inaczej?

Zdecydowanie krytycznie. A co do Darka to się nie wypowiadam. On jest chyba zadowolony.

Rozmawiała Dorota Jastrzębowska

Kulczyk Investments Grupa Żywiec Grupa LUX MED MoneyGram Polska Google Nest Bank KGHM POLIN Samsung
© 2007 Grand Press. All Rights Reserved. Projekt i wykonanie: performer.pl